odpalek
odpalek.blog.interia.pl/story-4girls2/
<< Maj 2012
PonWtŚrCzwPiąSobNie
123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031
Archiwum
Rok 2012
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2011
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2010
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2009
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2008
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2007
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2006
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec

Bohaterowie



Majka 

czyli moja zwalona najlepsza kumpelka, niewyczerpane źródło pomysłow i energii. Nie wyobrażam sobie co bym bez niej zrobiła.



Kamila

Nasza kumpelka ze szkoły. Właściwie to bardziej Majki niż moja. A już całkiem przestałam ją lubić odkąd zaczęła się dostawiać do Kubusia! 



Kubuś

Mój chłopak i mój problem bo ... przestał być moją jedyną miłośćią. Teraz muszę podjąc trudną decyzję. :(



Adrian

To właśnie przez niego mój związek z Kubą stał się taki poplątany...



Tomek

Cham, idiota, debil, macho. Wrrr. Mój największy wróg. Chłopak Wiolki.



Robert

Mój dawny upierdliwy wielbiciel z typu: "pasztet/kujon/prześladowca". Bleee! Na szczęście dzięki Majce się od niego uwolniłam... A teraz wykorzystuję go w celu doprowadzenia Wiolki do nerwicy... :)



Paweł

Niedawno odkryłam, że nadal mnie kocha. Chociaż w międzyczasie chodził z Majką. Może jego wątek będzie kontynuowany...



Aga

Moja kumpelka, spotkana przypadkowo w Kanadzie. Teraz utrzymujemy kontakty przez maile. Często umie mi pomóc lepiej niż ktokolwiek inny. A może jeszcze pojawi się w moim życiu...



Michael

Chłopak Agi i niezłe ziółko. Przez jakiś czas miał jakieś odchyły w związku ze mną, ale już wszystko się ustabilizowało i znowu jest z Agą szczęścilwy. Z tego co wiem.



Lena

Kochana córeczka kochanej narzeczonej mojego taty. Wrrr. :/ Nie trawię jej!!!!! Chociaż na obozie we Francji nasze kontakty trochę się polepszyły, to i tak cieszę się, że mieszka w Stanach.



Daria

Moja szalona kumpelka z obozu. Zabujała się w naszym wychowawcy, ale na szczęście wszystko dobrze się skończyło. Chwilowo nie mam z nią kontaktu, ale...


 *Jakby ktoś nie był do końca poinformowany w sprawie niektórych bohaterów niech zajrzy na www.story-4girls.blog.onet.pl i sobie doczyta!

Notki
wszystko się miesza 2006-11-11

hej!! Bardzo Was przepraszam, że tak długo nie pisałam, ale mi się rozwalił monitor. A teraz mam już nowy i piszę. :) Miło, że ktoś się dopominał o notki. :)) Pzdr dla Niecierpliwej i dla Was wszystkich! :*

***

Następnego dnia była sobota. Czyli dzień, w którym miałam się spotkać z tajemniczym autorem tajemniczego sms-a, który podobno musiał obgadać ze mną coś ważnego. Jakby nie wystarczyły mi kłopoty, w które się wpakowałam chodząc z Kubą i Adrianem jednocześnie!! I wymyślanie zemsty na Wiolce! I wredna chemica, z którą musieliśmy coś zrobić, bo inaczej ona nas pozabija samym wzrokiem! Nie, do tego jeszcze dochodzi koleś, który koniecznie musi ze mną pogadać. Tylko o czym, do ciężkiej cholery??!! Cóż, jeśli nie pójdę, nigdy się tego nie dowiem, chociaż wcale nie byłabym taka pewna czy chcę się dowiedzieć.
Do 12:30 wylewigałam się w łóżeczku obmyślając tortury dla Wiolki. A o 13:00, niezbyt odpicowana poszłam do kawiarni przy szkole, w której byliśmy umówieni. Byłam ciekawa kto to może być. 
Możecie sobie wyobrazić jak wielki był mój zawód kiedy zobaczyłam ... Roberta siedzącego przy najbliższym stoliku. Koszmarnego wielbiciela ciąg dalszy?? Już myślałam, że to koniec! Przysiadłam się do niego z kwaśną miną.
-Ooo... Cześć. - powiedział szczerze zaskoczony.
-Co chciałeś?
-Nic nie chciałem. To ty się do mnie przysiadłaś.
Aha, więc tak sobie ze mną pogrywa, chciał się tylko ze mną spotkać. Do przewidzenia. Postanowiłam jednak go nie spławiać, bo nagle przyszedł mi do głowy jeden z moich genialnych pomysłów. Postanowiłam kuć żelazo puki gorące.
-Jak tam w sprawach uczuciowych? - spytałam od niechcenia.
-Bez zmian.
Czyli że wszystkie laski uważają go za paszteta, tak myślałam.
-Bo chyba znam laskę, której się podobasz!
-Serio?
-Serio, i to nie jest byle jaka laska.
Kiedy szepnęłam mu na ucho imię Wiolki aż podskoczył na krześle.
-Mówię ci, bierz się za nią.
-Wezmę się. - powiedział.
To brzmiało jak klątwa dla Moniki. Sama wiedziałam to najlepiej. Popastwi się trochę nad nią, tak jak kiedyś nade mną, a przy mojej małej pomocy, Wiolcia straci na tym coś więcej niż tylko dobrą reputację...
-To fajnie, Nat, że mi to mówisz, ale... no wiesz... czekam na kumpla i...
Jak to na KUMPLA? A nie na mnie przypadkiem??!!
-No dobra, już idę. - powiedziałam.
To było mi oczywiście na rękę. Już miałam się po mału zbierać, kiedy zupełnie niespodziewanie obok naszego stolika wyrósł ... Mateusz.
-Hej, co ty tu robisz? - spytałam.
-Hej. Myślałem, że nigdy do mnie nie podejdziesz, a chcę z tobą pogadać. Może się przesiądziemy?
Mam jedno małe pytanko: Co tu się do cholery dzieje?
Pożegnałam się z Robertem, który bądź co bądź chociaż raz okaże się przydatny, i nie wiedząc po co poszłam z Mateuszem do stolika w głębi sali.
-No więc o czym chciałeś pogadać? - spytałam. - O Majc... - w porę ugryzłam się w język.
-O tym, że to ja napisałem ci tego smsa.
Tak, serio?! Wyobraź sobie, że już się zdążyłam domyślić!!
-Tak, a po co?
-Natalia, nie udawaj. Ja wszystko wiem. Wiem, że to ty, widziałem.
-Co ja?
-Już ty dobrze wiesz. Właściwie tyle chciałem ci powiedzieć. I pamiętaj, lubię cię. Może się niedługo spotkamy...
Jakaś dziwna ta rozmowa. Yyyyyyy..... Czy on mi nie chciał przypadkiem powiedzieć, że wie, że to ja wysyłałam mu te kartki, chociaż wcale nie były ode mnie?! Yhm... No to się nieźle wkopałam.
-No to pa! - rzuciłam i wyszłam nie czekając na niego.
Próbowałam się bronić i powiedzieć, że to nie ja! Prawda? Ale on nawet do głosu mnie nie chciał dopuścić! Nie wierzył mi! Jest przekonany, że się w nim bujam. I na dodatek myśli, że te idiotyczne kartki z debilnymi wierszykami produkcji Majki były ode MNIE! No pięknie, lepiej być nie mogło.


W poniedziałek przed lekcjami Majka zaciągnęła mnie do szatni na "poważną rozmowę".
-Rozumiem, że ten taniec w piątek to był wypadek przy pracy? - spojrzała na mnie badawczo.
Jakbym chciała jej odebrać tego jej Mateusza!!
-Majka, mam aż nadmiar chłopaków (to mi przypomniało, że dawno nie widziałam się z żadnym z nich...), nie potrzeba mi twojego Mateusza.
-No ja myślę. Czyli dzisiaj operacji ciąg dalszy. - wyciągnęła z plecaka kolejną kartkę do wypisania.
-Majka, ja NIE MOGĘ! - spanikowałam. - Nie mogę tego dłużej ciągnąć!
-Czyli jednak się w nim  zabujałaś?
-Nie... Nie!! Cośty! Tylko... Tylko że on myśli że to JA my wysyłam te liściki! - wyznałam. - Powiedział mi to w sobotę!
-No ładnie! Czyli spotykałaś się z nim z moimi plecami! - jak ta Majka mi ufa! Prawdziwa przyjaciółka! Nie ma nic lepszego na dzień dobry niż seria oskarżeń od strony tak zwanej kumpeli.
-Ile ci mam powtarzać, że nic do niego nie czuję! To on chciał się ze mną spotkać! Majka, musisz się przyznać, że to ty, bo inaczej mam... mamy problem.
-Ale ja nie mogę. Nie pamiętasz? Zmieniłam moje postępowanie wobec chłopaków na subtelniejsze?
A na cholerę ci to?!!
-Majka! Musisz!
-Nie muszę.
-To co masz zamir zrobić?
-Na razie iść na lekcje a potem się zobaczy.

No więc poszłyśmy na lekcje. Przed klasą stało kilku kolesi w tym Mateusz. 
-Hej dziewczyny! Cześć Nati! - ku mojemu zdziwieniu cmoknął mnie w policzek. Zagadywał do mnie Majkę ignorując.
-A może pójdziemy dziś wieczorem do kina? Przyznam ci się, że kupiłem już bilety na świetny film. Liczę na ciebie...
-Chętnie pójdę. - gdyby Majka mogła zabijać wzrokiem już leżałabym martwa na ziemi.
-To super!- i wrócił do kolegów.
-I co ty najlepszego robisz?! Bezwstydnie z nim flirtujesz! Przy mnie! - naskoczyła na mnie Majka.
-Sama widzisz co się dzieje i co się stanie jeśli nie powiesz mu prawdy. Wszyscy troje mamy problem, a ty możesz go rozwiązać. Bo inaczej ja mu powiem...
-Ale zgadzając sie na kino nie polepszasz sytuacji.
-Powiem mu, że w ostatniej chwili okazało się, że muszę zaopiekować się dzieckiem sąsiadki i tak mi przykro, ale nie mogę iść. A żeby bilet się nie zmarnował pójdziesz ty. Reszta należy do ciebie... - przerwałam w pół zdania, bo nagle zobaczyłam coś niesamowitego: Wiolka nie wyglądając na zadowoloną wyszła z szatni, a parę kroków za nią szedł Robert z bukietem róż i paczką czekoladek, bezskutecznie próbował ją namówić, żeby dała mu nieść jej plecak. Szybko chłopak działa! Dosłyszałam jak Wiolcia mówi coś w stylu: "Odczep się, bo nas zobaczą." A on na to: "Niech myślą co chcą". Brawo, koleś, nie zniechęcaj się! ;-) Plan działał!

dyskoteka 2006-10-01

Hej! Sorki, że dosyć długo nie pisałam. Ale już jestem koffani!! :) Dziex za komcie. noi to piszę, chociaż nie jestem pewna, czy mam wenę, więc się nie wystarszcie.

***

Ufff... Dwa dni, które dzieliły mnie od dyskoteki na początek roku były dniami bez chemii. Czyli bez nerwówki. Muszę coś wymyślić na tą wieśniarę, bo inaczej cała klasa powariuje. Tyle jedynek ile zebraliśmy przez pierwszy tydzień u poprzedniej nauczycielki nie uzbierało się przez cały semestr. Ale postanowiłam jak na razie się tym nie zadręczać, przynajmniej do piątku.
Miałam zbyt dużo spraw do zadręczania się nimi. Np. to, że musiałam wreszcie zdecydować:
ADRIAN CZY KUBA??
W czwartek spotkałam się z nimi obydwoma (z Kubusiem zaraz po lekcjach, a z Adriankiem wieczorem) i nadal nie podjęłam żadnej decyzji. Na obydwu randkach było cudownie. W podjęciu decyzji nie pomogła mi ani Majka, która jest zbyt zajęta swoją nową miłością, ani Daria, z którą umówiłam się na kawę, ani Aga, do której napisałam maila. Wszystkie mówią:"To ty sama musisz zdecydować!" Tak, gdyby to było takie łatwe!
Jakby tego było mało wczoraj dostałam smsa:
"spotkajmy się w sobotę. muszę wyjaśnić z tobą coś ważnego. czekaj o 13:00 w tej kawiarni obok szkoły, ja cię tam znajdę. :*"
I nie wiem od kogo jest ten sms!!!
Cholera jasna! Jeszcze mi tego do szczęścia brakowało!
Oczywiście do listy moich problemów dochodzi Karolek , który w sumie jest stałym gościem na tej liście. Co gorsza niedługo wywiadówka "organizacyjna". Co będzie jak się dowiedzą o moich pałach z chemii???? Wolę o tym nie myśleć. Bo im nie przetłumaczę, że to facetka ma coś z głową, a nie ja.
:(((

Majka zaszła po mnie przed dyskoteką odstawiona na bóstwo. Ja nie wyglądałam za specjalnie. Oprócz tego że miałam na sobie superseksowny top wiązany na plecach wyglądałam całkem zwyczyczajnie w dżinsach, delikatnym makijażu i rozpuszczonych włosach. Nie miałam się dla kogo zbytnio stroić.
Całą drogę do szkoły Majka nadawała o Mateuszu. Rzygam tym!! Odetchnęłam kiedy weszłyśmy do szkoły. Muzyka na sali gimnastycznej już grała tak głośno, że uniemożliwiała dalszą rozmowę. Oczywiście Majeczka na wejściu wypatrzyła swojego Romea, ale zgodnie z jej nowymi zasadami zamiast podejść do niego tylko uśmiechnęła się dyskretnie. Usiadłyśmy na krzesłach porozstawianych po kątach czekając aż zabawa się rozkręci. Obgadałyśmy dziwkowaty strój Wiolki i naśladujących ją Patrycji i Moniki, Majka porozpływała się nad boskim wyglądem Mateusza, a potem sprowadzona przeze mnie na ziemię razem ze mną poszła na parkiet. Natychmiast się odstresowałam i zapomniałam o wszystkich moich problemach. Szalałam na maxa, tak jak lubię nie zastanawiając się co myślą o mnie inni. Czułam na sobie wzrok chłopców, a także wściekłe spojrzenia Wioleczki i spółki. Minęła już chyba dobra godzina, kiedy zmachana i spocona od ciągłego skakania na chwilę usiadłam. Obserwowałam przez chwilę tańczących ludzi i już zamierzałam wrócić do tańca, kiedy zabrzmiał wolny kawałek. Czyli najgłupsza część dyski, o ile się nie ma na niej partnera. Wioleczka natychmiast wtuliła się w swojego Tomusia, Patrycja dorwała jego kumpla Marka, a Monisia też kogoś tam znalazła. W ten sposób parkiet zapełnił się wtulonymi w siebie parami. O dziwo, Majka do nich nie należała. Usiadła obok mnie i wyciągnęła z plecaczka swoją colę light.
-Chcesz się napić?? - spytała mnie.
-Nie dzięki. Czemu nie tańczysz?
-Bo nie mam z kim.
-A Mateusz?
-No chyba nie myślisz, że to JA go poproszę do tańca!
Nie przypomniałam jej, że wiele razy już urządzała sobie białe tango czy jak to się tam nazywa proszenie chłopaków przez dziewczyny do tańca.
-Nie myślę. - powiedziałam tylko. - Zobacz kto idzie!
W naszą stronę szedł Mateusz.
-No to ja was zostawiam... - szepnęłąm Majce na ucho i mrugnęłam do niej porozumiewawczo.
Tylko że Mateusz wcale nie szedł do Majki!!!! Podszedł do MNIE (!).
-Zatańczymy? - zapytał Majkę całkowicie ignorując.
-A... Ale ja... Ale...
Nie zdążyłam wydusić z siebie "Nie, dzięki", bo po chwili już tańczyliśmy przytuleni do siebie. Ej, co go naszło na ten taniec???!!!!!!! Co się dzieje??!! No ale było całkiem przyjemnie, o ile akurat nie spojrzałam na Majkę. Było przyjemnie, dopóki nie stało się coś, za co do tej poy mam ochotę zabić Wiolkę. I zrobię to przy najbliższej okazji. Wiolcia najwyraźniej skończyła przytulaka ze swoim Tomusiem i właśnie szła do łazienki przypudrować jej piękny zadarty nosek. Tak się nieszczęśliwie złożyło, że przechodziła za moimi plecami i POCIĄGNĘŁA ZA SZNURECZEK, KTÓRY STANOWIŁ PODPARCIE KONSTRUKCJI MOJEJ BLUZKI!!!!!!! Możecie się domyślić, co się dalej stało. Dobrze, że jendak założyłam mój stanik z silikonowymi ramiączkami. Ale i tak ze stanikiem czy taka akcja przy całej szkole była porażką kompletną. Natychmiast zapłakana pobiegłam do łazienki i zamknęłam się w kabinie. Po chwili przyszła tam też Majka, która widocznie postanowiła wąty co do mojego tańca z Mateuszem odłożyć na później i zachować się jak prawdziwa przyjaciółka. Najpierw mnie pocieszała, a kiedy się trochę uspokoiłam odwiozła mnie do domu. Nie ma tak łatwo, nie daruję tego tej dziwce Wiolce!!!! 

2006-09-17

Kiedy następnego dnia poszłam do szkoły od razu dopadła mnie Majka. No nie.
-Hej!! Mamy szczęście!! Mati nas wczoraj nie widział!!
-Ale zaraz i tak się dowie, jak się będziesz tak drzeć!
-No więc teraz pora na następny krok!
-Cooo??? Jaki znowu KROK?
-Chyba nie myślałaś, że tak od razu z niego zrezygnuję! Chodź, idziemy do sklepu!
I zaciągnęła mnie do pobliskiego marketu. Kupiła kartkę z jabłkiem w kształcie serduszka, szczerze mówiąc bardzo ładną.
-Ej, Majka, ale po co ci ta kartka? - spytałam kiedy wychodziłyśmy ze sklepu.
-No jak to po co? Podrzucisz ją Mateuszowi do plecaka!!
Wytrzeszczyłam na nią oczy.
-No i jeszcze wypiszesz. No wiesz, żeby nie poznał mojego charakteu pisma... (nie wspomniałam, że on NIE ZNA jej charakteu pisma) I to najlepiej teraz, żeby nikt nas nie widział.
Wręczyła mi jakąś książkę, żebym mogła na niej położyć kartkę do wypisania.
-Może o tym nie wiesz, ale jest ktoś, kto chciałby żebyś wiedział, że ten ktoś wie,.że Cię kocha... - podyktowała mi. - I co, genialne, prawda? Wymyśliłam to wczoraj wieczorem, jak nie mogłam zasnąć! I pomyślałam, że co mi szkodzi podrzucić taką anonimową kartkę Mateuszowi??
-Nic ci nie szkodzi, ale chodźmy już lepiej!!
Na nieszczęście pierwszą lekcją była chemia (ludzie, kto to w ogóle wymyślił, dwie chemie w tygodniu i to dwa dni pod rząd!!!!!) i się na nią spóźniłyśmy. Nasza ulubiona pani profesor już była w klasie, wszyscy siedzieli cichutko w ławkach, jak nie nasza klasa.
-Och, widzę, że dziewczynki pofatygowały się i przyszły na lekcję. - powiedziała zjadliwie nauczycielka.
-Przepraszamy, pani profesor. - powiedziałyśmy chórem i usiadłyśmy w ławce, ale ona nie zamierzała na tym poprzestać.
-Oprócz tego, że macie wpisane ucieczki, to wstawiam wam po ocenie niedostatecznej. I nie siedzicie od tej pory razem, bo widzę, że macie na siebie zły wpływ.
Chcąc nie chcąc musiałam powlec się do ostatniej ławki, Majka usiadła sama w pierwszej. Przede mną siedział Mateusz z Pawłem (tak, tak, byłym Majki, który kochał się we mnie, chyba zostali kumplami). Postanowiłam wykorzystać okazję i lekko przysunęłam jego plecak do mojego krzesła. Udało mi się wrzucić do niego kartkę od Majki! Chociaż tyle dobrego.
Zaraz potem wyrwałam z zeszytu kawałek kartki i podałam ją Mateuszowi, żeby podał do przodu, żeby przekazali Majce.
Na kartce było napisane:"Ale jędza!!!". Na nasze nieszczęście jędza przechwyciła karteczkę i dostałyśmy po kolejnej pałce i jeszcze po uwadze. Myślałam, że nie wyrobię, miałam szczerą ochotę coś rozwalić! A najlepiej chemiczkę! Był drugi dzień nauki, a ja miałam już na koncie trzy pały, w tym jedną z własnej winy, i jedną uwagę. To co będzie później??!
Dopiero kiedy wyszłam z sali zaczęła ze mnie wyparowywać cała wściekłość. Cała klasa, oprócz kujonka, Daniela, pocieszała nas jak szalona. Obiecaliśmy sobie, że nie damy się tak łatwo tej zdzirze. Reszta lekcji minęła w miarę spokojnie. Chociaż po chemii mieliśmy w-f i zdążyłam na nim się wyładować, to mimo wszystko do końca dnia chodziłam jak struta.
-Nati, idziesz na zakupy? Kompletnie nie mam co na siebie włożyć w piątek? - spytała mnie Majka kiedy wreszcie wychodziłyśmy z budy.
-A co jest w piątek?
-DYSKOTEKA NA POCZĄTEK ROKU!!!!
-No tak! Zupełnie o tym zapomniałam!!!!
-Więc może i ty sobie coś kupisz, to już za dwa dni.
-No jasne.
Poszłyśmy do mojego domu, który na szczęście był pusty, bo Karolek był w firmie, a mama musiała gdzieś wyjśc. Wzięłam kasę i poszłyśmy na miasto. Po raz kolejny przekonałam się, że zakupy to najlepszy przyjaciel dziewczyny. Majka fundnęła sobie białą bluzeczkę na jedno ramię, z różnymi napisami, a ja poprzestałam na delikatnych kolczykach, bo nic mi się specjalnie nie pdodbało, a poza tym ostatnio nie miałam za dużo kasy. Karolek ograniczył mi kieszonkowe. Do domu wróciłam w całkiem znośnym nastroju. Okazało się, że dzwonił do mnie Kuba. Poszliśmy na długi, romantyczny spacer. Przez moment przeżyłam prawdziwą nerwówkę, bo wydawało mi się, że widziałam Adriana, ale to jednak nie był on. Zaszliśmy też na frytki i colę do McDonaldu, co już było mniej romantyczne, ale jednak. Wróciłam do domu pod wieczór. Okazało się, że był u mnie Adrian. Znowu dostałam palpitacji serca, bo byłam przekonana, że mama powiedziała mu, że wyszłam ze swoim chłopakiem. Ale powiedziała tylko, że nie wie gdzie jestem. Uff. Tym razem też się nie wydało. Ale ile tak można? Ile jeszcze mam życ w stresie związanym z posiadaniem dwóch chłopaków naraz?? Ja to zawsze umiem się w coś wpakować. 

2006-09-16

Nie wiem czemu to zrobiłam. Powinnam powiedzieć Adrianowi jasno i wyraźnie, że to koniec, że mam chłopaka i nie będę się spotykać z innymi. Ale zamiast tego następnego dnia po lekcjach zadzwoniłam do niego i zapytałam czy wczorajsza propozycja jest jeszcze aktualna. Powiedział, że tak i umówiliśmy się na 19:00 do kina. Ale zanim o tym napiszę wspomnę o tym, co działo się w szkole i po szkole.
Jak to na początku roku: lekcje organizacyjne.Przetrwałam pięć godzin zanudzania o szkolnym systemie oceniania etc.Tylko jedna lekcja była inna. Przerażająco inna.
Chemia.
Nowa chemica wparadowała do klasy i od razu na wejście zaczęła przepytywać nas z materiału z drugiej i pierwszej klasy. Posypały się jedynki. Mnie i Majki też nie ominęły. Już widziałam oczyma wyobraźni minę Karola, jak wrócę do domu; pała pierwszego dnia w szkole! Tego jeszcze nie było!! Kiedy wyszliśmy z tej zasranej pracowni cała klasa była wyjątkowo zgodna: TAK BYĆ NIE MOŻE. To było nie do pomyślenia. Ta baba była po prostu NIENORMALNA! Nie wiedzieliśmy jeszcze co zrobimy, ale COŚ musieliśmy zrobić, bo inaczej ta baba by nas zamęczyła. Zaczęło mi brakować naszej starej dobrej (no, może nie aż tak dobrej) chemiczki, która w tamtym roku poszła na emeryturę.
Chemia była naszą ostatnią lekcją, więc wszyscy razem wyszliśmy ze szkoły pomstując na chemicę. Przecież to była PARANOJA! Jak tak dalej pójdzie trzeba będzie iść do dyrki czy coś. Tak byłam zajęta określaniem nie za pięknymi epitetami tego wrednego babsztyla, że nawet nie zauważyłam, że przed bramą czeka na mnie Kuba. Nastrój od razu mi się poprawił. Ucałowaliśmy się na przywitanie.
-Skarbie, chcę cię porwać na spacer. Idziesz?
-Nie, ona nie może teraz z tobą iść. - Majka wyrosła jak spod ziemi.
-Jak to nie mogę??? - spiorunowałam ją wzrokiem.
-Idziesz ze mną, Nati. - i pociągnęła mnie za sobą bez żadnego wyjaśnienia. Zdążyłam tylko pomachać Kubie.
-Co ty wyrabiasz? - syknęłam kiedy byłyśmy już spory kawałek od szkoły.
-Obiecałaś mi, że pomożesz dowiedzieć się wszystkiego o Mateuszu. O, patrz, tam idzie! Kryj się! - i wciągnęła mnie za stojący obok samochód.
-Majka, do reszty ci odbiło?!'
-Nie tak głośno!! Bo nas usłyszy!
-Kompletnie ci odwaliło? - powiedziałam tym razem szptem.
-Nie. Tylko muszę się dowiedzieć gdzie mieszka Mateusz.
-A nie możesz go o to po prostu zapytać?
-Nie, nie mogę.
- A to czemu niby?
-Bo jak bym go tak prosto z mostu zapytała to by sobie pomyślał, że jestem zbyt pewna siebie.
-Cooo? Majka, przecież ty JESTEŚ pewna siebie! Co ci się w tym łbie usrało?!!!
-no bo do tej pory traktowałam chłopaków z góry, a teraz chcę to zmienić i zdobywać go powoli, krok po kroku.
-Majka, tobie naprawdę coś odpieprza. Dobrze się czujesz?!
-Świetnie. Idziemy, bo go zgubimy!
No więc chcąc nie chcąc wyszłam zza tego samochodu i jak najciszej ruszyłyśmy za Mateuszem. Ta dziewczyna była poważnie nienormalna! Ale cóż, w końcu była moją kumpelką. A czego się nie robi dla kumpelek...
-Masz załóż to! - podała mi okulary przeciwsłoneczne i beret. - No wiesz, żeby nas nie rozpoanał...
-A może od razu przebierzemy się za krzaki!! - w ostatniej chwili powstrzymałam się od podniesienia tonu.
W takim razie nasz szpieg sam włożył żałosne przebranie i poszłyśmy dalej cały czas mając Mateusza na oku. To była totalna nerwówka. Przy najmniejszym ruchu głową Mateusza musiałyśmy wskakiwać za samochody, do sklepów czy Bóg jeden wie gdzie. WARIATKA z tej Majki! Totalna, komplenta WARIATKA! Powiedziałam jej to i to nwet nie raz, ale tylko syknęła żebym nie mówiła tak głośno. A Mateusz szedł i szedł. Gdzie on mieszkał? Na drugim końcu świata czy jak??! A ja marzyłam tylko o randce z Kubą, która została mi brutalnie odebrana przez świeniętą przyjaciółkę!
Myślałam, że już gorzej być nie może. Ale, owszem, mogło! Nagle na naszej drodze zobaczyłyśmy trzy osoby, których z całą pewnością nie chciałyśmy teraz zobaczyć, trzy najgłupsze i najbardziej popularne laski w szkole: Wiolkę, Patrycję i Monikę. Które z łatwością mogły nas wsypać, a wtedy wyszłybyśmy na skończone kompletne idiotki. Majka chyba też to wyczuła, bo zaczęła panikować. Nie zdążyłyśmy jednak doskoczyć do najbliższego sklepu, bo Wiolcia i jej paczka były szybsze.
-Hej dziewczynki! - powiedziały.
-Co wy robicie tak daleko od domów?
-Majka, widzę, że zmieniłaś image!
-Ciśnijcie!!!!! - powiedziała Majka przez zęby i szybkim krokiem ruszyła w przeciwną stronę, a ja za nią. Pozostawało pytanie: Czy Mateusz się jarnął czy nie?????
W końcu udało mi się dotrzeć do domu. Chemię przemilczałam i zatrzasnęłam się w swoim pokoju. Na komórce widniało 28 nieodebranych połączeń. Od Kuby. I jeden sms. Od Adriana:
"To jak będzie?"
Najpierw oddzwoniłam do Kuby. Pytał czemu musiałam tak nagle iść, powiedziałam mu prawdę. Wiedziałam, że Majka się za to nie wkurzy, bo Kuba to był jej najlepszy brat cioteczny i często chodziła do niego po radę. Potem Kuba mówił, że chciał mnie zaprosić dziś do kina, ale jest uziemniony, bo wyjechali na rodzinny obiadek do babci i że spotkamy się jutro.
No to w takim razie opcja B czyli Adrian. Coś mi się wydaje, że zaczynam prowadzić podwójne życie czy coś... Nie pomyślałam nawet nad tym głębiej, bo myślenie, jak wiecie, nie jest moją specjalnością. Tylko po prostu zadzwoniłam do Adriana:
-Hej! Twoja propozycja jest nadal aktualna?
-Jasne. Dla ciebie zawsze. Możesz dziś o 19:00??
-No dobra.
-Zajdę po ciebie.
-Ok. To pa!
Zaczęłam się szykować do wyjścia. Założyłam obcisłe dżinsy, a do tego top wiązany na szyi i bajerancki sweterek. Umalowałam rzęsy tuszem, a usta błyszczykiem. Punktualnie o 19:00 Arian był już u mnie. Przyjechał starym samochodem swojego ojca. Wyglądał cudownie. Aż miałam ochotę go pocałować! Ale tego nie zrobiłam. I tak czułam się dość podle ze względu na Kubę. Jak myślicie, czy to możliwe żeby kochać dwóch chłopaków jednocześnie???
Zdążyliśmy do kina ledwo co przed seansem. Adrian kupił popcorn i colę. O 19:30 rozpoczął się seans. Film był nawet w miarę spoko, jakiś komediodramat. Trzeba przyznać, że Adrian trafił w mój gust. Ale od filmu moją uwagę odwracał Adrian siedzący obok mnie. Nawet nie próbował się do mnie dobierać, jak zawsze w amerykańskich filmach. Nie, on tylko siedział i śmiał się razem ze mną ze śmiesznych momentów, i jedliśmy razem popcorn. W którymś momencie Adrian objął mnie lekko. Nie protestowałam. Przecież to nic złego.
Wyszliśmy z kina w bardzo dobrych nastrojach.
-Co powiesz na kolację? - spytał Adrian.
-Bardzo chętnie. Umieram z głodu.
Poszliśmy do jakiejś przyjemnej knajpki i zamówiliśmy jedzonko. Gadaliśmy o wszystkim i o niczym. Bardzo fajnie nam się gadało. Potem Adrian odwiózł mnie do domu. I znowu sceny z amerykańskich filmów nie sprawdziły się. Nie było żadnego całowania w samochodzie, nic z tych rzeczy. Widocznie Adrian postanowił zdobywać mnie powoli, tak jak Majka Mateusza. Tylko Adrian nie robił z siebie przy tym takiego idioty. A wręcz przeciwnie... W domu znowu czekał na mnie opr od Karola, ale się tym nie przejęłam. Miałam teraz inne problemy...
Jeśli chodzi o ścisłość były to:
a) chemica
b) ostateczna i nieodwracalna choroba psychiczna Majki
c) to, że strasznie podoba mi się dwóch chłopaków naraz!! 


co za dużo to niezdrowo 2006-09-15

Wszystkie pobliskie kawiarenki były pozajmowane przez uczniów, którzy najwyraźniej nie mogli się nagadać po wakacjacach. Jednak w końcu znalazłyśmy kawiarnię z wolnym stolikiem. Usiadłyśmy przy nim i zamówiłyśmy dwie kawy. Kiedy kelnerka nam je podała miałam nieprzepartą chęć oblać tą kawą Kamilę, która była teraz z MOIM Kubą. Jednak powstrzymałam się przed tym i spytałam tylko niezwykle chłodno:
-No więc o co chodzi? Nie mam zbyt wiele czasu.
-Chodzi o Kubę.- powiedziała Kamila.
- Pewnie będziesz mnie przepraszać... "Och, tak mi przykro, ale się z Kubą kochamy...." - powiedziałam ironicznie.
-Nie, po prostu widzę jak Kuba się męczy i chciałam, żebyście znowu byli ze sobą. Nie wiem, o co się pożarliście, ale szkoda marnować taką miłość...
-Och, jaka z ciebie siostra miłosierdzia! - wycedziłam przez zęby. - Jakos nie przejmowałaś się tak naszą miłością kiedy latałaś po domu Kuby w samych gaciach.
-Nati, wiem, że wtedy głupio wyszło. Ale ja serio nie jestem z Kubą!!
-Ccccooooo??????????
-Chodzę z Piotrkiem, jego bratem. I wtedy byłam u niego...
Nie no, to mnie zwaliło z nóg. Zastygłam w połowie ruchu, z kubkiem kawy w ręku, ruszając ustami jakbym chciała coś powiedzieć.
-Naprawdę jestem z Piotrkiem.
Wierzyłam jej. Czemu miałaby kłamać?
-I wiesz co? Właściwie poznaliśmy się dzięki Kubie. Tamtego dnia poszłam do niego, Boże, tak mi wsted, że się tak za nim uganiałam... No więc poszłam do Kuby, żeby spróbować jeszcze raz... Ale on dał mi kosza. Powiedział, że kocha tylko ciebie. - na te słowa zrobiło mi się dziwnie przyjemnie. - Rozryczałam się i siedziałam tak, jak głupia na schodach ich domu. Znalazł mnie tam Piotrek, przytulił, pocieszył, tak się zaczęło...No ale nie będę cię dłużej zanudzać...
-Nie, Kamila zostań. - nagle poczułam do niej przypływ ludzkich uczuć.
-Nie mogę, spieszę się. Jestem umówiona z Piotrusiem. A ty przemyśl sobie to co ci powiedziałam... I zrób z tym co chcesz.
Uściskałyśmy się na pożegnanie jak stare kumpelki i Kama wyszłam. Zostałam sama z kubkiem kawy i moimi rozmyślaniami.
Cóż, właściwie to nadal w pewien sposób kochałam Kubę i nawet nie wiem czy kiedykolwiek przestałam go kochać. A kiedy Kamila powiedziała mi, że z nim nie jest z pewnością bardzo mi ulżyło. Pozostawał jednak jeszcze jeden problem, a właściwie dwa:
a)Adrian. Do niego też coś czułam i ta znajomość zapowiadała się obiecująco. Czy warto z niej zrezygnować?
b) Kuba jest przekonany, że chodzę z Tomkiem. I jakoś do tej pory nie palił się żeby mi dać to wyjaśnić.
Postanowiłam to wszystko na spokojnie przemyśleć. WOW, chyba po raz pierwszy nie działałam pod wpływem impulsu!!!! Gdybym działała byłabym już u Kuby! Dopiłam więc resztkę kawy i poszłam do domu. Karolka nie było, był w pracy, więc nie miał się kto na mnie wydrzeć za spóźnienie. Otworzyła mi matka:
-Cześć. Jak tam w szkole?
Jakoś nie miałam ochoty na zwierzenia. ://
-Dobrze. - rzuciłam na odczepnego. - Jest coś do jedzenia? Konam z głodu. - rzeczywiście konałam po moim porannym "poszczeniu".
-Na stole w kuchni stoi pizza. Weź sobie. A w twoim pokoju ktoś na ciebie czeka.
Przyszedł mi na myśl Adrian. A potem Kuba. Ale okazało się, że to tylko Majka.
-Hej! - przywitałam się stawiając pizzę na podłodze i siedzając naprzeciwko niej. - Poczęstujesz się?
-Nie, dzięki. Muszę ci coś powiedzieć?
-Co? - czułam, że za dużo tych rewelacji jak na dzisiaj.
-Musisz pogadać z Kubą!
-No patrz, już druga osoba dziś mi to mówi.
-A co? Kamila też?
-Tak.
I opowiedziałam jej całą rozmowę z Kamilą.
-To się świetnie składa. - powiedziała Majka kiedy skończyłam opowiadać. - Bo Kuba już zna prawdę o Tomku. I co najważniejsze w nią wierzy.
-Dziewczyno, jak ty to zrobiłaś??!!!!!!
-Nie ja. Tylko Tomek.
Nie no, ile razy jeszcze coś mnie tego dnia zaskoczy??!!
-Jak to Tomek??
-A tak to. Posunęłąm się do drobnego szantażu. Złapałam go po szkole, kiedy ty poszłaś z Kamilą. A że mam jeszcze jego obciachową fotkę, którą zrobiłyśmy mu wtedy u ciebie, to powiedziałam mu, że jego nowa dziewczyna, Wiolcia ją zobaczy i dowie się jeszcze paru interesujących rzeczy o jej chłopcu, który po tym przestanie być jej chłopcem. Proste, prawda? Widocznie nie chciał jej stracić, bo poleciał do Kuby w podskokach. I radzę ci zrobić to samo.
Teraz już nie trzeba mi było tego powtarzać. Przebrałam się ze szkolnego stroju i razem z Majką poszłyśmy do Kuby. Po drodze Majka powiedziała niepewnie jak na nią:
-Nati... A mogę cię o coś prosić?
-Jasne.
-Pomożesz mi dowiedzieć się wszystkiego o Mateuszu... Prawda?
Nie wiem, czemu, może przez wdzięczność i tymczasowe przyjazne nastawienie do całego świata odpowiedziałam:
-Oczywiście. - nawet nie wiedząc na co się zgadzam.
-Kiedy tylko otworzył mi drzwi wiedziałam, że nie trzeba będzie nic mówić. Z wejścia wtuliliśmy się w siebie i zaczęliśmy całować.
-To ja was zostawię. - powiedziała Maja i się ulotniła.
Do późna siedziałam u Kuby i bardzo intensywnie nadrabialiśmy zaległości.
-Kocham cię. - mówiłam co chwilę.
-Ja ciebie bardziej.
-Nie prawda, bo ja ciebie.
Potem Kubuś odprowadził mnie pod sam dom, gdzie jeszcze bardzo intensywnie się żegnaliśmy. Oczywiście w domu czekał na mnie gotowy opieprz od Karolka, z serii : "Czemu wracasz, docholery, tak późno do domu??!!" Ale byłam tak szczęściwa, że nawet mu nie odpyskowałam, tylko w podskokach pobiegłam do swojego pokoju. Miałam zamiar położyć się do łóżka i delektować wspomnieniem tego wieczoru (najcudowniejszego... w każdym razie od nocy, w której Adrian zabrał mnie na Wieżę Eiffla...), jednak okazało się, że moje wrażenia tego dnia nie miały się jeszcze skończyć. Na telefonie stojącym na mojej szafce nocnej migała czerwona lampka. Odsłuchałam wiadomość nagraną na sekretarkę:
"Hej skarbie! Stęskniłem się. Ciągle myślę o ostatniej nocy kolonii. Co z dalszym utrzymywaniem naszej znajomości?? Co powiesz na to, żebyśmy jutro wyskoczyli do kina? Adrian."
No to teraz miałam prawdziwy problem. Co za dużo (chłopaków) to nie zdrowo!! 

początek roku szkolnego 2006-09-10

Hejka! Wracam ze szczerym zamiarem poprawienia mojego tragicznego ostatnio stylu pisania. Wybaczcie mi chwilkę słabości. :) Obiecuję poprawę!!! :*

***

1 wrzesień
Ta data mówi sama za siebie. Powinni ustanowić ją jako dzień żałoby narodowej, szczególnie, że dzień wcześniej musiałam opuścić moją ukochaną Francję. Postanowiłam zrobić sobie swoją własną, prywatną żałobę: ubrać się na apel na czarno i pościć na znak żałoby. ;-) Jak pomyślałam tak zrobiłam.
Kiedy udało mi się z trudem dźwignąć z mojego ukochanergo, ciepłego łóżeczka, które odtąd będę musiała opuszczać przed ósmą :(, założyłam na siebie moje czarne wyjściowe spodnie i czarną koronkową bluzeczkę. Do tego założyłam długie srebrne kolczyki i srebrny łańcuszek, zabrany mamie, do którego przyczepiłam swój wisiorek-serduszko. Na głowę założyłam czarną aksamitną opaskę, a włosy zostawiłam rozpuszczone. Byłam już gotowa do wyjścia. Nie budząc matki, ani Karola, poszłam do szkoły, bez śniadania. Na ulicach było pełno czarno-białych ludzików - od pierwszaczków po klasy trzecie gimnazjum (do których należałam ja) i licealistów - którzy szybkim krokiem szli do swoich szkół. Nie widziałam jednak nikogo znajomego oprócz Tomka (wrr), który olał zasady szkolne i założył dżinsy, wielgachną bluzę, i czapkę z daszkiem, jak zwykle. Szedł za rękę z Wiolką - strasznie głupią i strasznie popularną szkolną pięknością. Wyminęłam ich jak naszybciej mogłam przy szkolnej bramie. Wiedziałam, że Tomek teraz opowiada swojej nowej dziewczynie jak to się na mnie zemścił i nie miałam ochoty wdawać się z nim w dyskusje.
Już po chwili zobaczyłam Majkę, która stała pod szkołą z grupką dziewczyn, w tym z Kamilą, na której widok ponownie przyszły mi na myśl smutne myśli. Kiedy tylko Majka mnie zobaczyła pobiegła w moją stronę, a kiedy tylko mnie dopadła uwiesiła mi się na szyi. Obracałyśmy się chwilę w miejscu, aż... w końcu nogi tak nam się poplątały, że... zaliczyłyśmy glebę! No pięknie, na oczach całej szkoły i Tomka. Będzie miał co opowiadać znajomym. Z trudem (strasznie bolał mnie tyłek!!) podniosłam się z ziemi i pomogłam wstać Majce. A potem obydwie wybuchnęłysmy dzikim śmiechem razem z grupką naszych kumpelek.
Rozbawione na maxa i ogólnie dosyć pozytywnie nastawione do świata poszłyśmy wszystkie razem (łącznie było nas około dziesięciu) na apel, który miał się odbyć na sali gimnastycznej.
Oczywiście dyrka strasznie przynudzała, a my plotkowałyśmy, opowiadając sobie wrażenia z wakacji. Tak minął cały apel. Dyrektorka kazała rozejść się do pracowni. Kiedy wychodziłyśmy i zostałyśmy z Majką same, bo dziewczyny zginęły gdzieś w tłumie, powiedziałyśmy do siebie jednocześnie, jakbyśmy się zmówiły:
-Muszę ci coś powiedzieć!
Pewnie chodziło jej o coś związanego z Areczkiem, jak znam życie. A ja oczywiście chciałam powiedzieć jej o Adrianie. Chociaż trudno było rozmawiać wśród całej masy ludzi wychodzącej z sali.
-Ty mów pierwsza. - powiedziałam przez grzeczność.
Ale dalsze gadanie uniemożliwiła nam grupka kolesi, która wcisnęła się pomiędzy nas. Dałam Majce znak, który miał znaczyć, że pogadamy później. W końcu cała nasza klasa znalazła się w naszej pracowni nr. 24. Wychowawczyni jeszcze nie było, więc wszyscy przekrzywiwali się i wymieniali wrażenia z wakacji. Niektórzy urośli, niektórzy byli pięknie opaleni, niktórzy chłopacy stali się bardziej przystojni. Ale ja nie miałam czasu zamienić z nimi nawet słówka, bo Majka zaciągnęła mnie do ostatniej ławki, widocznie koniecznie chciała ze mną pogadać teraz.
-No to co chciałaś? - spytałam lekko znudzonym tonem.
-Powiedzieć ci, że Kuba strasznie tęskni, nie przyznał się, ale byłam u niego wczoraj i wiem, co widziałam. Myślę, że nie obraziłby się, gdybyś do niego wpadła...
No tak, Majka najwidoczniej nie wiedziała o tym, że Kuba jest teraz z Kamilą. No i nie wiedziała też o Adrianie, więc postanowiłam jej powiedzieć:
-Majka, ja teraz kręcę z Adrianem.
-TYM Adrianem?
-Tak, spotkałam go we Francji i są duże szanse na to, że coś z tego będzie.
-A Kuba?
-Sama go spytaj dlaczego nie chcę mu dać drugiej szansy.
-To może ty mu to powiesz?
-Majka, a czemu ty nic nie mówisz o Arku? - zapytałam, zeby zmienić temat, bo nie chciałam się z nią kłócić. - Jak tam między wami?
-Nie mów mi o nim.
-Jak to, co się stało? - zdziwiłam się.
-Ten Arek to tak naprawdę nie żaden Arek.
-A kto?
-Paweł.
Teraz mnie zdziwiła na maxa. Wodziłam wzrokiem od Majki do Pawła, który siedział z kumplami na trzeciej ławce.
-Jak to PAWEŁ? - spytałam.
-Normalnie. Od początku wiedział, że ja to ja. Dostał kosza od ciebie, więc chciał mnie wybadać, czy sa jakieś szanse, zebym do niego wróciła. Kiedy się spotkaliśmy strasznie się do mnie kleił, był okropnie milutki...Prosił o wybaczenie.
-A ty?
-A ja mu grzecznie powiedziałam żeby spadał na drzewo. I koniec z chłopakami. Raz na... Raz na długo. Aż znajdę tego jedynego. A to potrwa, bo chłopacy to świnie.
Zaledwie Majka wygłosiła ten optymistyczny wniosek, do klasy weszła nasza wychowawczyni, uciszając klasę. Za nią wszedł jakiś chłopak, który przykuł uwagę wszystkich dziewczyn.
-Cisza!! Cisza!!! No zamknijcie się wreszcie!!! - wydziarała się nauczycielka.
Kiedy w końcu nastała jako-taka cisza, Meduza zaczęła mówić:
-Cieszę się, że spotkaliśmy się po wakacjach cali i zdrowi.
Głośno ziewnęłam.
-Różycka, jeśli ci coś nie odpowiada wyjdź z klasy! - wrzasnęła nasza nerwowa Meduzka.
Wyszłabym jeśli nie chciałabym się dowiedzieć kim jest ten chłopak,. który z nią przyszedł. A chciałam, więc powiedziałam tylko:
-Przepraszam, pani profesor.
-Przepraszam za lekkie spóźnienie. - mówiła dalej Meduza. - Ale byłam zajęta sprawami związanymi z przyjęciem nowego ucznia. W tym roku do waszej klasy dołączy nowy uczeń, Mateusz Zawadzki. Mam nadzieję, że się polubicie.
"Polubicie" to było stanowczo za mało powiedziane!! Po jednym spojrzeniu na Mateusza możnabyło zgadnąć, że wiele dziewczyn dużo więcej niż go polubi! Majka też wpatrywała się w niego nieobecnym wzrokiem. Pomachałam jej ręką przed oczami:
-Hej, May, przecież kończysz z chłopakami!! - przypomniałam jej delikatnie.
-Taaaak. - odpowiedziała tylko niezbyt przytomnym tonem.
Nie no, jakbym w ostatnim czasie miała za mało zakochanych kumpelek!! Tymczasem Meduza mówiła dalej;
-Jak wiecie, w piątek odbędzie się tradycyjna dyskoteka na początek roku. To chyba wszystko ze sraw organizacyjnych. Teraz podam wam plan lekcji...
Po piętnastu minutach wydostaliśmy się ze szkoły.
-Ale on jest śliczny! - nadawała Majka. - Muszę się o nim wszystkiego dowiedzieć! Za wszelką cenę! A ty mi w tym pomożesz, prawda, Nat??!!
Chyba nie wytrzymałabym dłużej tej paplaniny, ale na szczęście przerwała ją Kamila, która dogoniła nas przy szkolnej bramie.
-Natalia, musimy pogadać! - powiedziała poważnie.
-Chyba nie mamy o czym.
-Natalia, proszę!!
Sama nie wiem czemu, ale się zgodziłam.
-Może pójdziemy teraz na kawę, muszę ci wszystko wyjaśnić...
-No dobra. To pa, Majka!! Do jutra! - pożegnałam się z nią z ulgą i poszłam z Kamilą. Ciekawe co miała mi do powiedzenia. 

kolonie 2006-09-08

Hej! Dzisiejsza notka to nadrabianie zaległości. Jest taka długa nie dlatego, że starałam się byle jak dociągnąć do końca kolonii, tylko po prostu nie mam teraz czasu na pisanie krótszych notek, a częściej, więc ta zawiera w sobie wszystko co napisałabym w weekend, gdybym nie wyjeżdżała do Lidzi. Pozdrówki dla wszystkich!!! :*:*:* 

***

-Daria, do cholery, powiedz mi w końcu, o co chodzi w tym dialogu!!
Następnego dnia na porannej lekcji dowiedziałam się, że o ile wcześniej nie miałam zielonego pojęcia o francuskim, to teraz jest jeszcze gorzej, o ile to w ogóle możliwe. A Daria, zamiast, jak normalna kumpelka, mi pomóc, wpatrywała się nieobecnym wrokiem w Ercia, który tłumaczył coś zawzięcie dziewczynie przy innym stoliku. Na szczęście pomoc przyszła od strony Leny, która mniej-więcj wytłumaczyła mi treść dialogu. W końcu Eric podszedł też do nas.
-A co tam u was, dziewczynki? - zapytał łamaną angielszczyzną.
-Wszystko w porządku. - odpowiedziałyśmy z Leną zgodnie.
-Daria, czemu nic nie napisałaś?
-A jak będzie po francusku KOCHAM CIĘ? - spytała Daria.
-Je t´aime. - odpowiedział Eric z dziwną miną. - Ale nie sądzę, żeby wam to było dzisiaj potrzebne.
Kiedy tylko odszedł posyłając nam długi uśmiech (na co Daria głęboko westchnęła) zaczęłyśmy Darię opieprzać:
-Co ty wyrabiasz? Co ci odbiło???? - etc.
A ona tylko odpowiedziała:
-Dziewczyny, czy wy kiedyś byłyście zakochane? - i wróciła do bezmyślengo przyglądania się Ericowi. Ja z tą dziewczyną nie wyrobię! Ją chyba naprawdę wzięło, co nie wróżyło nic dobrego. Fakt, Eric był przystojny, miły etcl. etc. ale dajcie spokój, on był naszym WYCHOWAWCĄ! WYCHOWAWCĄ. Mówi wam to coś??!!

Po południu Jessica zwołała spotkanie w kawiarence hotelowej, która robiła nam za świetlicę.
-Jesteście już wszyscy? - jej słowa ledwo do mnie docierały, bo na salę wszedł właśnie Adrian. Za każdym razem, kiedy go widziałam uderzało mnie, jak bardzo jest seksowny. Przechodząc obok naszego stolika rzucił "cześć" i usiadł nieco dalej z kumplami.
-Pomyśleliśmy sobie z Erikiem...- mówiła dalej Jess. Na dźwięk imienia Eric Daria westchnęła, co jej się ostatnio zdecydowanie za często zdarzało. - że zjemy dziś sobie typowy francuski obiad i przy okazji przejdziemy się na spacer po mieście.
Wszyscy zareagowali entuzjastycznie, ja też.

Ale entuzjazm opuścił mnie całkowicie kiedy zobaczyłam na swoim talerzu jakieś żaby, ślimaki i inne oślizgłe, obrzydliwe paskudztwa, których nie przełknęłabym za Chiny ludowe. Dłubałam więc w tym wszystykim widelcem, co wyglądało jeszcze mniej apetycznie. W końcu poczułam, że muszę natychmiast iść do łazienki, bo inaczej wszystko co dziś jadłam (oprócz "specjałów", nad którymi siedziałam teraz, bo w tym wypadku wystarczyło mi patrzenie jak inni wciągają ślimaczki-fuuuj) wyląduje spowrotem na stole. Chciałam to zrobić z gracją, ale cóż, nie wyszło mi. Kiedy szybko poderwałam się od stołu, poderwałwam ze sobą też swój talerz, którego zawartość wylądowała na stole. Wywaliłam krzesło i zatykając buzię reką zaczęłam szukać kibla, bo dopiero teraz uświadomiłam sobie, że nie wiem gdzie on jest. Kiedy nagle wpadłam na przystojnego kelnera, który niósł dla kogoś zamówione jedzenie. Oczywiście, jakby inaczej, kelner wszystko upuścił i podłoga zapełniła się szczątkami talerzy i obrzydliwym jedzeniem. A ja nadal nie wiedziałam gdzie jest kibel! Na szczęście kelner wskazał mi do niego drogę. No, jeszcze by brakowało, żebym na niego narzygała! I tak już narobiłam sobie wystarczającej siary. I jeszcze musiałam zapłacić za straty!

Liczba osób, która miała mi coś do powiedzenia na temat incydentu w restauracji przez trzy dni, które od niego minęły: 36 (na 50)!! Ale przynajmniej moja popularność na kolonii znacząco wzrosła! Chociaż nie byłabym taka pewna, czy na dobre mi to wyszło. Ale wiecie co jest najlepsze??!! ADRIAN POWSTRZYMAŁ SIĘ OD JAKIEGOKOLWIEK KOMENTARZA! JUPI! Za to Lena nie powstrzymała się i ten komentarz nie był zbyt miły. Ale szczegóły pominę. Cóż, a już myślałam, że da się ją polubić... A Daria? Daria nawet nie widziała mojej wpadki! Pomyślicie, że to dziwne, bo nie da się nie zauważyć czegoś takiego! Ale jej tam po prostu NIE BYŁO. Lena mi później powiedziała. I nie było też Erica! Hej, co się dzieje?!

No to się dowiedziałam. Wieczorem napadłyśmy Darię razem z Leną i wyciągnęłysmy z niej wszystko:
- Powiedziałam Erikowi, że nie do końca rozumiem stopniowanie czasowników. - Hej, przecież Daria ma francuski w małym paluszku!! W końcu nie trafiła na ten obóz przez przypadek, jak CONIEKTÓRZY! To JA bym mogła powiedzieć, że nie rozumiem czegoś tam, a nie ONA! - chciałam żeby mi to wytłumaczył na osobności w jakimś małym lokalu. Długo musiałam go prosić, żeby się zgodził, ale w końcu się udało. Poszliśmy do takiej cudownej rastauracyjki, a on cierpliwie i spokojnie mi wszystko tłumaczył.
-No i??!! - dociekała Lena.
-No i nic. Nie, naprawdę nic się nie wydarzyło. Chociaż mam nadzieję, że się wydarzy... No dobra, tylko cmoknęłam go lekko w policzek w podziękowaniu, ale nic więcej. Ale, wiecie co, dziewczyny, on jest w cztery oczy jeszcze fajniejszy...
Wyglądało na to, że Daria popada w swój tradycyjny trans.
-A nie pomyślałaś o tym, że on może mieć dziewczynę?! - brutalnie sprowadziłam ją na ziemię.
-No właśnie. - dodała Lena.
Ale Daria nic nie odpowiedziała, tylko się naburmuszyła. Siedziała na łóżku ściskając poduszkę.

Sytuacja się nie zmieniła. Nadal nie jarzyłam francuskiego ani trochę, Adrian też ani trochę się do mnie nie zbliżył, na co miałam nadzieję po naszej ostatniej rozmowie. Tylko docinki na temat mojej wpadki się skończyły. No i zwiedziliśmy Luwr, Katdrę Notre Dame no i Wieżę Eiffla. Wszystko to wywarło na mnie ogromne wrażenie. Podobnie jak paryskie sklepy. Nie bez powowdu nazywają Paryż stolicą mody. Nakupowałam sobie ciuchów, chociaż na za wiele nie mogłam sobie pozwolić, bo po pierwsze moje fundusze były ograniczone przez gafę w restauracji, a po drugie wszystko było tu cholernie drogie. Poza tym, jak sami widzicie, nie ma o czym mówić. Obóz zbliżał się ku końcowi, a ściślej mówiąc zostały już tylko trzy dni do powrotu do Polski i cztery do powrotu do szkoły. :/ Z tą przykrą świadomością obudziłam się w czwartek rano. Leżałam jeszcze chwilkę w łóżku, bo była dopiero 8:00. Miałam jeszcze chwilkę czasu do śniadania.Rozejrzałam się do pokojustarając się go jak najlepiej zapamiętać. Mój wzrok zatrzymał się na łózku Darii, które było PUSTE, a Daria była przecież największym śpiochem jakiego znam!! Natychmiast zaczęłam budzić Lenę.
-Cooooooo??????? - powiedziała zaspanym i trochę wkurzonym głosem.
-Nie ma Darii! - powiedziałam dobitnie.
-Jak to nie ma? - rozbudziła się natychmiast.
-No normalnie, spójrz na jej łóżko!
Dokładnie w tym momencie do pokoju weszła Daria. Wyglądała tragicznie. Makijarz miała rozmazany, włosy roztrzepane, a na sobie wczorajsze ubranie.
-Co się stało, Dariuś! Daria... Nie płacz... - jedna przez drugą pocieszałyśmy ją. -Uspokój się, kochana, i powiedz nam co się stało...
Daria posłusznie usiadła, jeszcze chwilę milczała a potem zaczęła opowiadać:
-Byłam u Erica. - powiedziała to, czego już się zdążyłyśmy domyślić i czego się obawiałyśmy. - Spałam z nim.
Powiedziała to tak... tak bez żadnych emocji! A ja z Leną byłyśmy w ciężkim szoku. Nie myślałyśmy, że posunie się aż tak daleko.
-Spokojnie. - powiedziała Daria. - Mówiąc spałam mam na myśli SPAŁAM. Nic więcej.
Nadal patrzyłyśmy na nią podejrzliwie, więc dodała dobitnie:
-Naprawdę nie uprawialiśmy seksu!
Trochę mi ulżyło. Ale w takim razie CO robili przez całą noc????!!
-Ale powiem wam wszystko od początku. Poszłam do niego wieczorem. Zapytał czy znowu czegoś nie rozumiem. Powiedziałam, że ja w innej sprawie. A na pytanie w jakiej odpowiedziałam mu że... że... że go kocham!!! Ale ze mnie idiotka! Chcę UMRZEĆ! - głos jej się załamał i znowu zaczęła cicho chlipać. - Był bardzo miły. Nie wyśmiał mnie, nic z tych rzeczy. Zaprosił mnie do środka. Zaczął mi tłumaczyć, że nie możemy być razem. Z różnych względów. Których nie muszę wam tłumaczyć, bo już wcześniej mi o nich mówiłyście. Ale ja, debilka pieprzona, was nie posłuchałam... Boże, jak ja się teraz pokażę Erikowi?? No ale nieważne. Więc on mi mówił, że jestem za młoda, że znajdę sobie kogoś atrakcyjniejszego, w moim wieku, to ja powiedziałam, że nie chcę nikogo innego. A potem to już nic nie mówiłam tylko płakałam. On mnie objął i tak siedział czekając aż się uspokoję. Ale daleko mi było do uspokojenia się. W końcu wyczerpałam się płaczem i zasnęłam. W JEGO RAMIONACH. On też musiał zasnąć, bo kiedy się obudziłam nadal mnie obejmował. Wymknęłam się przed chwilą, kiedy on jeszcze spał. Jezu, ale ze mnie debilka... Nic nie mówcie. Raz na zawsze daję sobie spokój z takimi miłościami!
Obie z Leną odetchnęłyśmy z ulgą i objęłyśmy Darię z obu stron.

Prowadziłam intensywną terapię Darii, która uparła się, że nie pójdzie nigdzie, ani na lekcje, ani na spacer. Eric mimo protestów Jessiki się na to zgodził i nie wspomniał ani słowem o wczorajszym zdarzeniu i pozwolił mi siedzieć z nią cały dzień. No więc podczas gdy ja prowadziłam tą terapię, Lena gdzieś wyszła. Daria w końcu zasnęła z wyczerpania, więc pomyślałam, że i ja się gdzieś przespaceruję. Chciałam przecież dokładnie zapamiętać Paryż. A samej będzie mi jeszcze lepiej zapoznać się z tutejszym klimatem niż podczas wycieczek z grupą. Wyszłam więc, upewniając się, że Daria śpi jak aniołek. Przechadzałam się leniwie ulicami Paryża, kiedy nagle zobaczyłam kogoś znajomego jedzącego lody przy stoliku wystawionym przed jedną z restauracji. A tym kimś byli LENA I ADRIAN! Którzy sobie w najlepszy gruchali! Jak dwa gołąbki!! Wkurzona wróciłam do hotelu. Daria już się obudziła. Zwierzyłam się jej z tego co przed chwilą widziałam, a ona podsumowała to tylko stwierdzeniem, że faceci to niższy gatunek, a żmije, które ci ich zabierają jeszcze niższy. Skoro o żmijach mowa... Za jakieś pół godziny do pokoju weszła Lena.
-Wiecie kogo widziałam??!! - powiedziała. - Erica jak się obściskiwał z jakąś laską, niezłą, pod parasolami w..... - nie skończyła, bo Daria znowu wybuchnęła płaczem. Nie, no co za takt!! Brawo za takt dla tej pani!!!!!!!!!!!!!!! Lena jarnęła się, że palnęła największą głupotę jaką mogła w tej chwili palnąć i zaczęła pocieszać Darię, mówiąc, że ta laska wcale nie była taka ładna. Chyba było to marne pocieszenie, bo jakoś nie poskutkowało.
-Dzięki, Lena. A już było wszystko w porządku! - powiedziałam zjadliwie. - A może po prostu chcesz kolejnej dziewczynie odebrać faceta...
-O co ci chodzi??!
-Nie udawaj! Wiedziałam cię z Adrianem. Dobrze wiesz, że on mi się podoba!
-Wiem. I dlatego próbuję was wyswatać! Co za wdzięczność! A właściwie to on mnie wypytywał o CIEBIE!
No proszę, jeśli ona mówiła prawdę, to jednak ani faceci, ani wredne laski nie są znowu aż tak niskim gatunkiem.

A, jak się okazało, mówiła prawdę.
Ostatniej nocy przed wyjazdem nie mogłam zasnąć. Przewracałam się z boku na bok myśląc:
a) o biedniej Darii
b) o tym czy Lena chociaż trochę się zmieniła
c) co dalej z Adrianem, który od czasu naszej ostatniej rozmowy nie powiedział mi nic dłuższego niż "cześć"??!

Myślałam właśnie nad tą ostatnią kwestią, kiedy usłyszałam ciche pukanie do drzwi. Podniosłam się z łóżka i otworzyłam ... Adrianowi.
-Cześć Natalia. Wyjdziesz? - no, już powiedział coś więcej niż cześć. Robi postępy.
-Jak to? W środku nocy??
-Muszę ci coś pokazać.
I pokazał. Paryż w nocy. Nigdy nie zapomnę tego widoku. a potem weszliśmy na wieżę Eiffla i patrzyliśmy w milczeniu na Paryż. Klimat jak z romansu. Ale nie było żadnych wyznań, pocałunków, obietnic... Było tylko:
-Zadzwonię do ciebie po powrocie do Polski.
Które dla mnie brzmiało lepiej niż najlepsza propozycja...

rozmowa z Adrianem 2006-09-03

Hej! Albo mi się wydaje, albo ta nocia wyszła mi jakaś długawa. Ale to chyba dobrze, nie? Mam nadzieję, że ilość komentarzy będzie odpowiednia co do długości noci. ;) Pozdrówki dla wszystkich!!!

***

Nasz pokój był śliczny! Miał pomalowane na różowo ściany, oddzielną łazienkę, też wyłożoną różowymi kafelkami, wielkie okno, przez które widać było fragment Wieży Eiffla, wielką szafę na ciuchy, stolik, półkę wiszącą na jednej ze ścian i trzy tapczaniki nakryte kolorowymi narzutami, a obok każdego po szafce nocnej z małą lampeczką. Rzuciłam mój bagaż w nogach jednego z łóżek i się na nim położyłam. Na łóżku nie na bagażu. Daria wybrała tapczan ustawiony obok mojego tak, że będziemy mogły swobodnie gadać w nocy. Lenie został ten przy drzwiach.
-Z Nataly się już znamy, ale ciebie jeszcze nie znam! - powiedziała Daria do Leny siedzącej na swoim łóżku.
-Jestem Lena! - odparła.
-A ty, Nati, nie przywitasz się z Leną?
-My się znamy. - powiedziałam gorzko.
-Tak? Serio? Co za zbieg okoliczności!
-Nie ekscytuj się tak. - zgasiłam Darię.
-A więc hmm... nie lubicie się?
Nie zważając na milczenie Daria powiedziała:
-No to chyba nie zostaje wam nic innego jak się polubić! No już, podajecie sobie raczki na zgodę! - zarządziła.
Zmuszona przez Darię podałam rękę Lenie czując, że to nie wystarczy, żeby się pogodzić. To nie było takie proste.
-No to skoro już się pogodziłyście - mówiła Daria nie zważając na nasze kwaśne miny - to muszę wam coś powiedzieć! ON JEST BOSKI.
-Kto? - wypowiedziałyśmy z Leną chórem i to była chyba pierwsza rzecz, którą zrobiłyśmy razem. Ja wciąż nie mogłam przestać myśleć o Adrianie, więc wydawało mi się, że Darii chodzi o niego. Jednak myliłam się.
-Eric! Prawda, że jest słodki?!
-Ale Daria! - znowu powiedziałysmy razem z Leną. - Przecież to nasz WYCHOWAWCA! Jest od nas strarszy o ładnych parę lat! - pierwszy raz byłyśmy z Leną tak zgodne.
-No i co z tego? - Daria rozmarzyła się. Położyła się na swoim tapczanie i maślanym wzrokiem wpatrywała w sufit, przytulając jakiegoś misia, którego zdążyła wypakować z torby. - W miłości wiek nie jest ważny.
Znacząco spojrzałysmy na siebie z Leną. Pierwszy raz bez złości czy zawiści. Robimy postępy! Ale NIGDY nie polubię jej tak jak Majkę czy Agę! Zaczęłyśmy się obydwie (Daria nie wykazywała jakoś umiejętności wstania z łóżka) rozpakowywać i wkładać swoje ciuchy do szafy, kiedy ktoś otworzył drzwi naszego pokoju. Odwróciłam się od szafy.I zgadnijcie kogo zobaczyłam?
- To ty! Wiedziałem że to ty! - wykrzyknął Adrian. Na jego widok nawet Daria wyrwala się z rozmyślań. Ale my zahcowywaliśmy się jakby ani Darii, ani Leny tam nie było.
-Adrian!! - ucieszyłam się.
-Skąd wiesz jak mam na imię? I jak ty masz na imię?
-Potem ci wszystko wytłumaczę. I jestem Natalia. Ale skąd ty się tu wziąłeś?
-No jak to skąd?! Przyjechałem na obóz! Zresztą może przejdziemy się gdzieś, to pogadamy. Podobno niedaleko jest sympatyczna kawiarenka, podają tam najlepszą gorącą czekoladę...
-Ale możemy tak sobie wychodzić?
-Mamy teraz czas wolny do wieczora, normalne lekcje i tak dalej zaczynają się dopiero jutro. A my chyba musimy pogadać! Nie daj się prosić.
-No dobra, nie dam! Pa, dziewczyny!
Kawiarenka, do której poszliśmy była jakby stworzona do spotkać zakochanych. Znajdowała się pod ziemią i dlatego było tam ciemniej niż na zewnątrz. Wnętrze wypełnione była zapachem róż, zresztą na każdym z malutkich okrągłych stolików stała w ozdobnym wazonie czerwona róża. A gorąca czekolda była rzeczywiście najlepsza jaką kiedykolwiek piłam.
-No więc skąd wiesz jak mam na imię? - spytał Adrian.
-Powiedziała mi jakaś miła pani z osiedla twojej babci... - ups, prawie, że się wygadałam, że go szukałam po jego osiedlu. Ale chyba to nie dlatego Adrian zrobił się nagle smutny. To raczej na wspomnienie o babci.
-Babcia zmarła kilka miesięcy temu.
-Tak mi przykro.
-Była jedyną osobą, która mnie kochała... W domu nigdy tego nie doświadczyłem. Już nie mogę się doczekać kiedy się stamtąd wyrwę...
Nie wiedziałam co na to odpowiedzieć. Nie byłam taka dobra w pocieszaniu ludzi jak Majka. ale Adrian wyręczył mnie i mówił dalej:
-Na ten obóz zbierałem kasę przez cały rok, pracowałem w knajpie, byleby się tylko stamtąd wyrwać. No i zobaczyć Paryż. Zawsze o tym marzyłem. No ale nie będę cię zanudzał. - rozchmurzył się trochę.
-Wcale mnie nie zanudzasz... - powiedziałam miękko i położyłam dłoń na jego ręce. Przez chwilę poczułam wyrzuty sumienia na myśl o Kubie, ale już nie musiałam ich mieć. Kuba zrobił coś o wiele gorszego - zdradził mnie z Kamilą - a ja Adriana tylko pocieszałam. - Też zawsze chciałam zobaczyć Paryż. - powiedziałam. - A na ten obóz trafiłam właściwie przez przypadek.
I zaczęłam mu opowiadać historię o moim tacie, Lenie, Kanadzie, o wszystkim, byleby tylko odciągnąć go od smutnych myśli. Nie wiedziałam co się dzieje w domu Adriana i nie chciałam go niedelikatnie o to wypytywać, ale wiedziałam, że to coś niedobrego. I coś mówiło mi, że to ma związek z tym, co Adrian ukrywał przede mną wtedy, w szpitalu.
Zmiana tematu wyszła mi na dobre, bo po krótkiej chwili nastrój zmienił się całkowicie. Gadaliśmy jak starzy dobrzy przyjaciele, śmiejąc się i żartując. Byłam szczęśliwa. Nigdy nie myślałam, że jeszcze kiedyś uda mi się spotkać Adriana!
Po godzince albo dwóch Adrian odprowadził mnie do pokoju gdzie czekały na mnie dziewczyny. Od wejścia rzuciły się na mnie z różnymi pytaniami. Lena chyba nawet zapomniała, że jest moim największym wrogiem:
-Co to za przystojniak! Ty to masz szczęście! Gadaj po kolei! Natka, kto to jest??!!
-Spokojnie, spokojnie.
Opowiedziałam im całą historię o Adrianie, od tego jak się w dziwny sposób poznaliśmy aż do dzisiejszego niespodziewanego spotkania. Kiedy skończyłam obydwie miały szeroko otwarte usta z wrażenia.
-Ty to serio masz szczęście! to takie romantyczne... - powiedziała Daria rozmarzonym tonem. - Gdybym tak ja i Eric...
-A ta znowu o Ericu! - Lena znacząco przewróciła oczami. - Nie wiem jak wy, ale ja pierwsza idę pod prysznic! - dodała i zamknęła się w łazience.
-Czemu wy się tak nie lubicie z Leną? - spytała mnie Daria mkiedy zostałyśmy same w pokoju. - Jest całkiem fajna...
-To córka narzeczonej mojego taty. - wyjaśniłam.
-Aha, chyba że tak. - pokiwała ze zrozumieniam głową.
-Jeszcze się przekonasz o jej charakterku. - powiedziałam z przekąsem.
-Ja tam ją lubię. Ale ciebie bardziej. - dodała po chwili. - Zresztą musimy się jakoś dogadywać jeśli mamy mieszkać razem przez dwa tygodnie.
Przytaknęłam.
-Ale Eric... - zaczęła po chwili Daria.
-Eric nie jest dla ciebie. - powiedziałam dobitnie.
-Dlaczego?
-Dlatego.
-Jeszcze się przekonasz...Zakład?
Na słowo zakład natychmiast przypomniał mi się Tomek. Szybciutko odgoniłam to niemiłe wspomnienie.
-Nie. Nie chcę żebyś narobiła jakichś głupstw. - powiedziałam stanowczo.
-W tym momencie Lena wyszła z łazienki owinięta ręcznikiem.
-Która następna? - spytała.
Daria poszła się umyć, a ja uznałam, że zostawię to sobie na jutro i w ubraniach położyłam się do łóżka. Od razu zasnęłam i śnił mi się Adrian... 

niespodziewane spotkanie 2006-09-02

Biorąc pod uwagę mój nastrój wcale nie miałam ochoty na wyjazd do Francji. Ale z drugiej strony może to pomoże mi się oderwać od tej pieprzonej rzeczywistości. Od Majki, która nie wspominala o niczym, tylko o swoim Areczku, o Kubie, który najwyraźniej po zerwaniu ze mną szybko znalazł pocieszenie w Kamili, o Karolu, który wiecznie się na mnie wydzierał... Z kolei jednak na kolonie miałam jechać z LENĄ, co też nie poprawiało mi humoru, ale z Lenką potrafię sobie radzić, na co dałam już wystarczające dowody. Czyli wyjazd był w sumie lepszym rozwiązaniem. Zresztą chcąc nie chcąc i tak musiałam jechać, nie było już odwrotu.
W piątek wieczorem pożegnałam się z Majką ("Jak wrócisz to może ci już przedstawię Arka!!!" - ta dziewczyna do reszty zwariowała!), napisałam Adze w mailu, że jadę na kolonie na dwa tygodnie, a w sobotę rano pożegnałam się bardzo chłodno z matką i Karolem, którzy z wielkiej łaski jednak pozwolili mi jechać (pewnie tylko po to żeby mieć spokój!), odwieźli mnie razem z moim gigantycznym bagażem na przystanek, z którego o 9:30 odjeżdżał autobus, i nawet dali mi trochę kasy. Aż dziwne. Podejrzane wręcz. A może planują znowu jakiś wypad na narty czy Bóg wie gdzie. Ale mnie to NIE OBCHODZI! Zamierzam mimo wszystko dobrze bawić się we Francji!!
W autobusie usiadłam sama, wyjęłam z torby gazetę, ale nie czytałam jej tylko lukałam znad niej dookoła w poszukiwaniu kogoś fajnego. Ale nikogo takiego nie zauważyłam. Do czasu aż dosiadła się do mnie jakaś uśmiechnięta od ucha do ucha laska.
-Hej! Jestem Daria! - powiedziała podając mi rękę i uśmiechając się.
-Jestem Natalia. - odwzajemniłam uśmiech.
-Też nie mam tu nikogo znajomego. - powiedziała Daria.
-To może będziemy trzymać się razem? - zaproponowałam.
-No jasne! - ucieszyła się.
No, fajnie. Przynajmniej towarzystwo miałam już załatwione. Droga w towarzystwie Darii minęła mi naprawdę szybko. Moja nowa kumpelka strasznie dużo mówiła i chichotała. Już po chwili ten jej nastrój udzielił sie także mnie. A więc plotkując i brechtając się dojechałyśmy wreszcie do Paryża. Kierowca krążył jeszcze dobrą chwilę ulicami tego pięknego miasta, aż w końcu znaleźliśmy hotelik, w którym mieliśmy się zatrzymać. Zaparło mi dech w piersiach! Hotel znajdował się prawie przy samej wieży Eiffla. Wszędzie było tak ślicznie! Już nie mogłam się doczekać aż zobaczę swój pokój! Jednak okazało się, że najpierw musimy zebrać się wszyscy w hotelowej kawiarence, żeby uzgodnić "sprawy organizacyjne". Gdzieś w wejściu mignęła mi czupryna Leny, ale nikogo innego nie miałam czasu uchwycić. Jakaś młoda kobieta o długich kasztanowych włosach, zapewne opiekunka kazała nam usiąść przy stolikach podczas gdy równie młody i, co zauważyłam natychmiast bardzo przystojny, facet siedział również przy jednym ze stolików i przeglądał jakieś papiery.
-Cisza!!! Cicho już! - przekrzykiwał nas po angielsku z lekkim francuskim akcentem.
Kiedy w końcu się uciszyliśmy powiedział:
-Jestem Eric, a to jest Jessica i jak się zapewne już domyśliliście będziemy waszymi opiekunami na tych koloniach.
-Chcielibyśmy rozdać wam harmonogramy kolonii. Są w różnych językach, gdyż jest to kolonia wielojęzyczna, ale mam nadzieję, że jakoś się dogadamy! - powiedziała Jessica czyściutką polszczyzną i wręczyła nam po jednym arkuszu papieru, które wcześniej trzymał Eric.
Spojrzałam na harmonogram i aż mnie zatkało. Oprócz zajęć takich jak:"pobudka"(o 8:30 - jak ja to przeżyję??!!), "spacer", "zwiedzanie" etc. każdego dnia o 11:00 i 17:00 była godzina przeznaczona na coś określonego jako "lekcja". BARDZO PRZEPRASZAM, ALE JAKA LEKCJA DO CHOLERY??!! Spytałam o to Darię, a ona odpowiedziała mi ze śmiechem:
-Jak to jaka? Lekcja francuskiego! - powiedziała jakby to było coś oczywistego.
-Cooo???? - wymknęło mi się.
-No przecież jesteś na obozie francuskojęzycznym! - powiedziała Daria wolno i wyraźnie jakby mówila do niedorozwiniętego dziecka, którym przecież jestem. A przynajmniej czasem tak się zachowuję.
Ludzie, ja z francuskim mam tyle wspólnego, co Karol z miłym człowiekiem, a tu zupełnie niechący wpakowałam się na obóz, na którym mam się uczyć tego języka!!!!!! Po prostu SUPER!
Tymczasem Jessica mówiła dalej.
-Teraz przeczytam wam, kto z kim jest w pokoju. Będziecie mieszkać na pierwszym piętrze po troje, pokoje możecie sobie wybrać.
Zaczęła czytać nudną i długą listę nazwisk. Z moim na R będę gdzieś tak przy końcówce, więc nie miałam co wyczekiwać. Przewinęło się sporo chłopaków i dziewczyn, aż w końcu doszło do mnie:
-Natalia Różyczka, Lena Speeling i Daria Sarniewska to kolejna i prawie ostatnia trójka!
Wyczytane już osoby miały powoli wychodzić do pokojów. Kiedy wychodziłyśmy mierząc się z Leną nawzajem wściekłym wzrokiem, kątem oka coś dostrzegłam coś, a raczej kogoś. Siedział przy stoliku w najbardziej oddalonym od stolika, od którego przed chwilą odeszłam ja miejscu sali, więc nie mogłam go nie zauważyć. Pytacie kogo???!!!!! ADRIANA!!!!!!!!!!!!!!!!! Tak, TEGO ADRIANA!!!!!! 

wizyta u Kuby 2006-09-01

Aguś! Pytałaś co się stało. Już Ci mówię. Otóż:
a) przez głupie nieporozumienie rzucił mnie mój chłopak. nie udaje mi się nawiązać z nim żadnego kontaktu. Jak tylko skończę pisać tego maila chyba do niego pójdę i nie dam się tak łatwo spławić.
b) moja przyjaciółka znalazła sobie nową INTERNETOWĄ miłość i teraz gada tylko o tym jaki to Areczek jest cudowny. To męczące. Dziś np.była zachwycona tym, że Areczek był nieszczęśliwie zakochany w jakiejś tam dziewczynie i w między czasie chodził z inną dziewczyną, której z kolei nie kochał. W końcu postanowił poświęcić tą znajomość dla jego prawdziwej miłości, ale niestety dostał kosza i teraz cierpi. Na dodatek zrozumiał, że jednak kocha tą dziewczynę, którą rzucił, ale boi się spytać czy coś jeszcze może z tego być. No więc cierpi jeszcze bardziej. 
A Majka jest LEKARSTWEM na jego ból!!! Wyobrażasz to sobie??!!! LEKARSTEM NA BÓL! I to dziwne, że Majka tak się tym podniecała ("Och, pomyśleć, jak on potrafi cierpieć dla prawdziwej miłości!! To znaczy, że jest wrażliwy..." Ble ble ble), biorąc pod uwagę, że niedawno jej chłopak Paweł potraktował ją w identyczny sposób jak Arek tą dziewczynę. Jakoś wtedy nie była zadowolona... A ja muszę tego wszystkiego wysłuchiwać.
c) Starzy, tzn. Karol i moja matka nie pozwalają mi jechać na kolonie do Francji. I tak pojadę, ale to dosyć wkurzające mieć ich na głowie. Wydawałoby się, że wydzierają się na mnie z jeszcze większą częstotliwością niż przed tym nieszczęsnym ślubem.
No, ale nie będę Cię zadręczać moimi problemami. Dzięki za wsparcie i zrozumienie!!! Buziaczki!!! :*

Ps. Pozdrów Jasmin i Rogera. To dobrze, że tak im się układa. Mam nadzieję, że nigdy nie będą dla swoich dzieci tacy jak Karol i moja mamuśka. Marthę, Marka, Samanthę i Michaela też ode mnie ucałuj!!!

Wysłałam maila i wyłączyłam kompa. Teraz codziennie pisałam maila do Agi, a ona mi odpisywała. Gdyby nie ona to chyba bym nie wyrobiła.
Postanowiłam, że zrobię to co planowałam, czyli wybiorę się do Kuby. MUSIAŁAM mu wszystko wyjaśnić i to przed wyjazdem do Francji, bo nie chciałam wyjeżdżać skłócona z nim. I teraz już nie pójdzie mu tak łatwo spławianie mnie. Po raz tysięczny powtarzając sobie w myślach przemowę, którą sobie ułożyłam, ubrałam się w nowe bojówki i moją ulubioną bluzę z kapturem. Idąc do Kuby też powtarzałam sobie w myślach to, co miałam mu powiedzieć. Przestałam dopiero kiedy znalazłam się pod jego bramką. Odetchnęłam głęboko i weszłam na podwórko. Kiedy już stałam pod drzwiami myślałam, że rąbnę na zawał. Ale tak się nie stało i udało mi się wyciągnąć rękę i zadzwonić do drzwi. Czekałam z mocno bijącym sercem dłuższą chwilę. W końcu ktoś otworzył drzwi. A kiedy zobaczyłam KTO to był myślałam, że zemdleję. To nie był Kuba. Ani nawet żadne z jego rodziców. Ani jego brat, Piotrek, o ile się nie mylę. Ani nawet nie jego kumpel. No, chcecie zgadywać dalej czy mam wam powiedzieć? TO BYŁA KAMILA!! (patrz: ramka z bohaterami - dop.aut.) Kamila! Kamila! Kamila! Roześmiana! W samych bokserkach! Dopinająca sobie guzik bluzki! Poprawiająca fryzurę! Dosyć jednoznaczny widok. Nie powiedziałam nic, tylko z płaczem zbiegłam ze schodów, chcąc być teraz jak najdalej stąd. Już nic nie trzebabyło tłumaczyć. To koniec. Prawdziwy koniec.



Siemka! Jestem Andzia. Tak naprawde mam na imie Ania. Mam 14 latek i lubie pisac opowiadanka, bardzo mnie to wciąga. :)) Wiem, ze do wielkiej pisarki mi daleko, ale moze spodoba wam sie to, co bede tworzyć na tym blogasku. A będzie to coś co lubi każda dziewczyna - opowiadanie o miłości i typowych problemach nastolatek... Tym razem moją bohaterką (tym razem będzie tylko jedna, a nie aż cztery jak w poprzedniej wersji) została 17-letnia zwariowana na maxa Natalia, w której życiu plącze się bardzo wielu chłopców. To taki wielki skrót. Chcecie wiedzieć więcej? Czytajcie!

Imię: Natalia
Nazwisko: Różycka
Pseudo: Nati, Natt, Natka (tego ostatniego nienawidzi)
Wiek:16 lat
Znak zodiaku: Panna
Mieszka w: małym mieszkanku w bloku w Wawie
Rodzina: matka, ojczym, którego nie cierpi, ojciec w Nowym Jorku
Najlepsza przyjaciółka: Majka Majewska
Chłopak: Kuba
Wzrost: 168
Waga: 62
Włosy: farbowany blond
Oczy: piwne
Największe marzenie: wakacje na Hawajach ;-), znaleźć miłość życia
Nie trawi: dwulicowości, fałszywości, sztucznych laleczek barbie, słodkich idiotek
Uwielbia: dobrze się bawić, odwalać ;), imprezki
Jest: zawsze uśmiechnięta, wesoła, towarzyska, zdrowo rąbnięta ;-)

 

Zobacz serwisy INTERIA.PL